Do terminalu kontenerowego DCT wpłynął w poniedziałek przed południem największy w historii portu w Gdańsku kontenerowiec. Jednostka "Maersk Taikung" o długości ponad 330 metrów Budowa statku rozpoczęła się od symbolicznej ceremonii cięcia stali w sierpniu 2019 roku, a dwa miesiące później rozpoczęto montaż pierwszego z 90 bloków, z których składa się statek. W Eemshaven rozpocznie się wyposażanie statku i pierwsze bunkrowanie paliwa. W listopadzie popłynie do Bremerhaven, gdzie przejdzie próby morskie. W środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński poinformował na Twitterze, że pierwszy statek z żywnością wypłynął z Morza Czarnego. “Ukraina zrobiła właśnie ważny krok w kierunku przywrócenia swobody żeglugi na Morzu Czarnym. Statek zatonął w pobliżu fińskiej wyspy Uto w nocy z 27 na 28 września 1994 roku, pochłaniając 852 ofiary. słynny okręt powrócił do macierzystego portu, z którego wypłynął 84 Zachęcamy do korzystania z licznych atrakcji na statku: kąpiele w basenie, kąpiele słoneczne, animacje, siłownia, jacuzzi, kasyno, sklepy i wiele innych. Dzienny i nocny rejs w kierunku Kilonii. Dzień 8. Po śniadaniu ok. godz. 08:00 statek wpływa do portu w Kilonii. Wykwaterowanie z kabin i przejazd autokarem do Polski. Jednak hol puścił niedługo po tym, jak statek wypłynął z portu 23 stycznia. Złapali go, ale na krótko Kiedy już samowolnie dryfował, próbę wzięcia go na hol podjęła inna jednostka. . W 2020 r. Północną Drogą Morską w tranzycie przepłynęły 64 statki, w 2019 r. – 37 jednostek, a w 2018 – 27 statków. Kanał Sueski dziennie pokonuje około 500 jednostek. Czy wobec tego Północna Droga Morska może stanowić alternatywę dla szlaków handlowych prowadzących przez Pacyfik, Ocean Indyjski i Morze Śródziemne?Blokada Kanału Sueskiego dowodzi, że należy rozwijać alternatywne warianty strategicznych szlaków światowych, takich jak Północna Droga Morska, wiodąca przez rosyjską Arktykę - powiedział Nikołaj Korczunow, przedstawiciel MSZ Rosji ds. współpracy w Arktyce podał na Północnym SzlakuW 2020 r. Północną Drogą Morską, między portami rosyjskimi i w handlu międzynarodowym przewieziono łącznie 33 mln t. towarów. Natomiast wzdłuż arktycznych granic Rosji, w tranzycie przewieziono statkami około 1,3 mln t towarów – podał w marcu Wiaczesław V. Ruksza, zastępca dyrektora ROSATOM i dyrektor Dyrekcji Północnej Drogi Morskiej (NSR) w ROSATOM. Statystycy NSR podają, że w 2019 r. w tranzycie przewieziono północnymi szlakami morskimi prawie 680 tys. t, a w 2020 r. już około 1,3 mln t w tym rejonie rejsy odbywa około 160 statków. Na przykład w styczniu było to 160 jednostek, a w lutym br. 157 statków. Dominowały zbiornikowce LNG (łącznie 84 jednostki) oraz statki z ropą naftową (81 statków). W 2020 r. z tego rejonu wykonano 254 rejsy zbiornikowcami LNG. Najwięcej do Belgii (62 dostawy) i Francji (58). W 2020 r. liczba dostaw LNG z portu Sabetta utrzymała się na tym samym poziomie co w 2019 r. Łączna liczba transportów zarówno LNG, jak i kondensatu w okresie żeglugi zimowej była większa niż w okresie letnim. Najwcześniejszy rejs z Sabety wykonany został 18 maja przez „Christophe de Margerie”. Natomiast ostatni rejs odbył „Nikolay Zubov” 6 grudnia ubr. Mimo klasy lodowej obie jednostki wymagały asysty lodołamaczy. Głównym adresatem dostaw produktów gazowych z Jamału jest 80 mln tonPrzed 3 laty prezydent Władimir Putin zapowiadał w Dumie, że „wolumen towarów przewożonych Północną Drogą Morską wzrośnie w 2025 roku do 80 mln ton rocznie i podkreślił wówczas, że szlak ten będzie kluczowy dla rozwoju arktycznego regionu Rosji oraz Dalekiego Wschodu. W latach 2010-2019 trasę tę pokonywały w tranzycie głównie zbiornikowce i masowce. W 2019 r. dużą część tranzytu stanowiła ropa naftowa (ponad 300 tys. t) oraz ruda żelaza (ponad 150 tys. t). W 2020 r. masowce przewiozły Północną Drogą Morską ponad 1 mln t rudy żelaza. Dla porównania, w 2014 r. trasę północną pokonały 53 jednostki handlowe (w tym 31 w tranzycie), a w 2013 r. w tranzycie przepłynęło między Europą a Azją 71 statków towarowych - wyliczyli eksperci NSR Information Office. Wtedy wydano 614 zezwoleń na przejście wzdłuż północnych wybrzeży Federacji Rosyjskiej, w tej liczbie 109 statków było pod obcą banderą. Szlak przecierali żeglarzeTrasę tę znali żeglarze już 500 lat temu. Po 150 latach od ostatniego rejsu żaglowca, w 2020 r. trasę północną pokonał największy żaglowiec świata STS Siedow. Rejs zaplanowano z Władywostoku do Kaliningradu. To ponad 8300 mil. W sierpniu ten czteromasztowy bark wyruszył z Władywostoku. Na trasie zaplanowano Pietropawłowsk Kamczacki, Egwiekinot, Pewiek, port LNG Sabetta oraz Murmańsk. Na Morzu Łaptiewów statek pływał tylko pod żaglami. Pływanie na żaglach ostatni raz miało miejsce w Arktyce około 150 lat temu – stwierdził w czasie rejsu starszy nawigator kpt. Dmitrij Korneev. Jednym z zadań rejsu było zwrócenie uwagi społeczności światowej na potrzebę ostrożnego i racjonalnego wykorzystania Arktyki. Na poważnie żegluga zaczęła się na początku lat 30., kiedy na połączenia między portami wprowadzono parowce. Nawet latem pływały tu jednostki wspomagane silnymi lodołamaczami. Ocieplenie klimatu sprawiło, że poprawiły się warunki pływania i wydłużył się okres bezpiecznej czy uzupełnienieDroga Północna od dłuższego czasu promowana jest jako alternatywne połączenie portów Morza Północnego z portami azjatyckimi Pacyfiku. Już w czasie konferencji Barents Summit w Kirkenes w czerwcu 2013 r. premier Dmitrij Miedwiediew stwierdził, że tą trasą można przewieźć co najmniej 10 mln t ładunków. W czasach ZSRR trasę tę wykorzystywano intensywnie. Szczyt przewozów odnotowano w 1987 r., kiedy 331 statków przewiozło 6,58 mln t, wykonując 1306 podróży - wynika z danych Arctic and Antarctic Research (Instytutu Badań Arktyki i Antarktydy) w St. przypadku dobrej organizacji ruchu trasa arktyczna faktycznie stanowić może uzupełnienie serwisów do portów Morza Północnego i Bałtyckiego korzystających z przejścia przez Morze Czerwone i Kanał Sueski. Jest to rozwiązanie istotne, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że porty europejskie Morza Śródziemnego promują się jako korzystniejsze połączenie z Azją. Poszukujący oszczędności armatorzy z uwagą analizują więc tę znacznie krótszą i ograniczeniaZ Rotterdamu do Szanghaju trzeba przepłynąć, Drogą Północną, ponad 8 tys. mil, przez Kanał Sueski - ponad 10,5 tys. mil, wokół Przylądka Dobrej Nadziei - około 13,8 tys. mil, a do koreańskiego Pusan (odpowiednio) - około 7,7 tys., ponad 10,7 tys. oraz ponad 14 tys. mil. Wadą Północnej Drogi Morskiej jest sezonowa dostępność i ograniczenie wielkości jednostek ją pokonujących. Niedogodnością jest również konieczność posiadania przez statki wzmocnionych kadłubów i klasy lodowej lub arktycznej (wzmocniony kadłub).W rejonie Cieśnin Sannikowa oraz Dymitra Łaptiewa głębokości notowane są do 14 m. Zakłada się, że przez te cieśniny oraz przez Morze Łaptiewa będą mogły przepływać jednostki do 50 tys. nośności lub kontenerowce o pojemności do 4500 TEU. W 2014 r. szlak przecierał nawet 100-tysięcznik LNGC Arctic Aurora, który przetransportował prawie 67 tys. t LNG z portu Futtsu w Japonii do Hammerfest w Norwegii. W 2019 r. zbiornikowiec pokonał trasę z balastem 113 tys. t, a w 2020 r. masowiec z ładunkiem 105 tys. Północna nie będzie jednak stanowić konkurencji dla połączenia przez pogłębiony i poszerzony Kanał Sueski, przez który mogą już przepływać 400-metrowe (60 m szerokości) megakontenerowce 20 tys. TEU. Natomiast na pewno będzie wykorzystywana przez jednostki mniejsze, szczególnie do przewozu ładunków masowych płynnych i suchych. Żegluga pod Polarną Gwiazdą, a właściwie pod polarnym słońcem ma więc przyszłość. Trzeba jednak mieć świadomość, że mimo kurczenia się pokrywy lodowej, nie będzie stanowić znaczącej konkurencji dla utartych szlaków morskich między Azją a Marek Grzybowski Statek wypłynął z portu w kierunku północnym. Po przepłynięciu 20 km skręcił na zachód przepłynął w tym kierunku 50 km i tam zarzucił kotwicę. Jak daleko w linii prostej od portu znajduje się ten statek? Wynik zaokrąglij do pełnych kilometrów. Z gdyńskiego portu wyruszyła w sobotę czwarta, prywatna ekspedycja w poszukiwaniu wraku zaginionego w maju 1940 r. okrętu wojennego ORP "Orzeł". W ciągu trzech tygodni ekipa poszukiwawcza zamierza zbadać ok. 1350 kilometrów kwadratowych dna Morza Północnego."Od początku naszych poszukiwań trzymamy się najbardziej prawdopodobnej hipotezy - jednej z ośmiu - mówiącej o tym, że przyczyną zatopienia ORP +Orzeł+ mógł być +friendly fire+ (przyjacielski ogień), wykonany 3 czerwca 1940 r. przez brytyjski samolot, który chciał zaatakować niemiecki okręt podwodny. Jak się potem okazało, żadna flota operująca na Morzu Północnym nie zgłosiła straty, a w tym okresie jako jedyny zaginął ORP +Orzeł+" - powiedział PAP szef ekspedycji Tomasz Stachura przed wypłynięciem statku poszukiwawczego "Mewo Nawigator". Poszukiwania będą prowadzone do 10 czerwca w rejonie około 120 mil morskich na wschód od szkockiego portu Rosyth, który w czasie II wojny światowej służył za bazę polskich okrętów podwodnych. "Nie będziemy załamani i rozczarowani, jeśli i tym razem +Orła+ nie znajdziemy, bo założyliśmy sobie, że będziemy go szukać aż do skutku" - mówił Stachura, oceniając szanse na powodzenie wyprawy. Ciekawostką tegorocznej ekspedycji jest to, że w okolicach duńskiej wyspy Bornholm "Mewo Nawigator" popłynie historyczną trasą legendarnego okrętu, którą przebył on w październiku 1939 roku po ucieczce z portu w Tallinnie, zmierzając do Wielkiej Brytanii. W drodze na teren poszukiwań statek będzie płynął przez 200 mil prawdopodobną trasą ostatniego patrolu okrętu. "To też zwiększa szansę namierzenia +Orła+. Inne hipotezy mówią bowiem np. o tym, że okręt zatonął w wyniku wejścia na minę, błędu załogi lub zwykłej awarii. Na tym 200-milowym odcinku mamy do sprawdzenia cztery wraki" - wyjaśnił Stachura. Dziennie ekipa poszukiwawcza, składająca się z ośmiu osób (oprócz tego na statku "Mewo Nawigator" jest pięciu członków załogi) jest w stanie przebadać ok. 100 km kw. dna morskiego. "1350 km kw. to wielki obszar - w przybliżeniu 10-krotność powierzchni miasta Gdyni. Będziemy sprawdzać pas dna morskiego o szerokości 300 metrów" - wskazał Stachura. Z uwagi na wielkość badanego obszaru to największa do tej pory ekspedycja "Santi odnaleźć Orła" - Santi to nazwa firmy, której szefem jest Stachura, a która jest sponsorem tytularnym projektu. Wyprawy prowadzone są systematycznie - co roku - poczynając od roku 2014. Poszukiwania odbywać się będą w oparciu o urządzenia, w jakie wyposażony jest statek, a także dodatkowy sprzęt, który dostarczył Instytut Morski w Gdańsku. Członkowie będą mieli do dyspozycji wielowiązkową echosondę (MBES), holowany sonar boczny oraz zdalnie sterowany pojazd podwodny wyposażony w kamerę. Wśród uczestników rejsu jest też nurek. Powrót statku i załogi do Gdyni zaplanowano na 10 czerwca. Przed ekspedycjami z serii "Santi" odbyło się kilka innych wypraw mających na celu odnalezienie wraku "Orła". Część z nich prowadziła choćby Marynarka Wojenna, działająca wspólnie z kilkoma innymi instytucjami, w tym Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. ORP "Orzeł" został zbudowany w okresie międzywojennym, głównie dzięki składkom polskiego społeczeństwa, w jednej z holenderskich stoczni. Wyposażony w 12 wyrzutni torpedowych i jedno podwójne działko przeciwlotnicze, ORP "Orzeł" zawinął do portu w Gdyni 10 lutego 1939 roku. Rano 1 września 1939 roku "Orzeł" wypłynął na Bałtyk, by zabezpieczać polskie wybrzeże przed ewentualnym desantem niemieckim od strony morza. 15 września okręt zawinął do Tallina, by wysadzić chorego kapitana. Jednostka została internowana, zabrano z niej dziennik pokładowy, mapy i część uzbrojenia. W nocy polscy marynarze porwali okręt z estońskiego portu i kierując się mapami narysowanymi z pamięci popłynęli w kierunku Anglii. Po czterdziestodniowym rejsie, ściganemu przez niemiecką flotę i bombardowanemu przez niemieckie samoloty okrętowi udało się wejść do bazy Rosyth na wybrzeżu Wielkiej Brytanii. "Orzeł" został przydzielony do Drugiej Flotylli Okrętów Podwodnych w Rosyth. Zimą okręt wychodził wielokrotnie na patrole i służbę konwojową. 8 kwietnia 1940 roku zatopił niemiecki transportowiec wojskowy "Rio de Janeiro" przewożący żołnierzy i sprzęt wojskowy, czym przyczynił się do zdemaskowania przygotowywanej przez Hitlera inwazji na Norwegię. Wieczorem 23 maja 1940 roku załoga ORP "Orzeł" wypłynęła w swój kolejny patrol na Morze Północne. Z tej misji jednostka już nie wróciła. (PAP) rop/ pad/ Niezwykła podróż „autostradą nr 1” OD NASZEGO KORESPONDENTA Z NORWEGII CO WIECZÓR przez okrągły rok z Bergen, miasta na południowo-zachodnim wybrzeżu Norwegii, wypływa w kierunku północnym statek. Wyrusza w 11-dniową podróż na trasie o długości około 4500 kilometrów. Mija po drodze tysiące wysp, przepływa przez liczne fiordy oraz cieśniny i dociera do większych lub mniejszych miast i wiosek położonych na surowym, ale jakże urzekającym wybrzeżu Norwegii. Wielu uważa podróż norweskim „ekspresem morskim” za najpiękniejszą na świecie. Tymczasem odgrywa on również praktyczną rolę — przewozi towary, pocztę i pasażerów aż do końcowego portu w Kirkenes, leżącego daleko za kołem podbiegunowym. Jak to jednak możliwe, że statki te pływają po wodach polarnych również zimą, gdy lód zamyka dla żeglugi większą część Arktyki? Dzięki swemu położeniu Norwegia znajduje się pod wpływem ciepłych wód Prądu Północnoatlantyckiego oraz łagodnych zachodnich wiatrów. Sprawia to, że klimat tego kraju jest łagodniejszy, niż sugerowałaby szerokość geograficzna. Norweskie porty na ogół nie zamarzają nawet w zimie. Początki morskiej autostrady Pod koniec XIX wieku, gdy zastanawiano się, czy mieszkańców wybrzeża połączyć zwykłą drogą lądową, kolejową czy też morską, zdecydowano się na tę ostatnią. Jednakże w tamtych czasach nawet takie rozwiązanie okazało się dość kłopotliwe. Chociaż w zimie morze nie zamarzało, żegluga w nocy lub podczas złej pogody była niebezpieczna. Dnia 2 lipca 1893 roku otwarto regularną linię morską, głównie dzięki wyobraźni i determinacji kapitana Richarda Witha. Pierwszy ekspres morski wypłynął wtedy z Trondheim i zmierzał do portu w Hammerfest, najbardziej na północ wysuniętego miasta Europy. Mimo pesymistycznych prognoz przedsięwzięcie to się powiodło. Z czasem trasę przedłużono, tak iż obejmowała 34 porty — od Bergen do Kirkenes, które do dziś wyznaczają jej punkt początkowy i końcowy. Prawdopodobnie największym dowodem sukcesu i znaczenia tego szlaku morskiego jest nadana mu przez mieszkańców wybrzeża nieoficjalna nazwa: „autostrada nr 1”. Obecnie szlak ten obsługuje flotylla 11 nowoczesnych statków, kursujących co 24 godziny. Ale wskutek rozwoju sieci drogowej i kolejowej łączącej wiele miast na wybrzeżu z ekspresu morskiego korzystają przede wszystkim turyści. Świadczy o tym już sam wygląd statków. Krajobrazy zapierające dech w piersiach Trasa rejsu prowadzi głównie przez wody osłonięte. Dlatego też pasażerowie w ciągu 11 dni mogą podziwiać jedne z najpiękniejszych widoków w Norwegii: niewielkie wioski otoczone bujnymi pastwiskami, osady rybackie, lodowce, fiordy, ośnieżone góry, skaliste wybrzeża z niezliczonym mnóstwem ptaków morskich oraz majestatyczne wodospady — a czasem obserwują nawet wieloryby. Gdy statek zawija do przystani, dodatkową atrakcję stanowi możliwość zejścia na ląd i zwiedzenia okolicy. Na przykład w mieście Molde urzeka niezwykły widok 87 ośnieżonych szczytów Alp Romsdalskich. W Ålesund i Trondheim można się wybrać na krótką wycieczkę i pospacerować uliczkami o charakterystycznej zabudowie. Gdzieniegdzie uczestnicy rejsu wynajmują samochody i w ten sposób docierają do kolejnego portu na trasie. Po opuszczeniu miasta Bodø ekspres morski przepływa przez cieśninę Vestfjorden i kieruje się na Lofoty. Archipelag ten rozciąga się na przestrzeni 175 kilometrów. Jest górzysty i napotyka się tutaj zaciszne osady rybackie. Na jego obrzeżach znajdują się też skaliste wysepki, rafy i wystające z morza klify. Miejscami widać latarnie lub inne znaki nawigacyjne. Mają tu swe siedliska jedne z największych kolonii ptaków morskich — mewy, rybitwy, kaczki edredonowe, maskonury, nurzyki, kormorany, mewy trójpalczaste, alki krzywonose, a czasami spotkać też można burzyki. Tych skrzydlatych stworzeń są tu miliony. Każdej zimy wokół Lofotów roi się od kutrów rybackich łowiących skrei, czyli dorsze. Okolica ta słynie również z wielorybów. Jakiż zachwyt budzą u turystów te gigantyczne ssaki, gdy wydychając powietrze, tworzą fontanny widoczne z pokładu statku! Latem ekspres morski zbacza ze zwykłej trasy i wpływa do fiordu Trollfjord. Wejście do tej zatoki jest tak wąskie, a brzegi tak strome, że odnosi się wrażenie, iż można dotknąć skał wyciągniętą ręką. Z obawy przed lawiną sternik nie używa tu sygnału dźwiękowego. Ta część norweskiego wybrzeża, z ośnieżonymi szczytami w tle, jest idealnym obiektem dla amatorów fotografowania. Statek zawija jeszcze do kilku innych miast portowych oraz wiosek rybackich, a potem bierze kurs na wschód, ku wybrzeżu, które zdaniem wielu jest najciekawszym odcinkiem trasy. Z portu w Honningsvåg pasażerowie mogą się wybrać na przykład na Przylądek Północny. Jego klif wynurza się z Oceanu Arktycznego prawie pionową ścianą na wysokość około 300 metrów. Widok ten dostarcza niezapomnianych wrażeń. Kiedy morski ekspres przybija do Kirkenes, docelowego portu na północy, zatrzymuje się tam tylko na kilka godzin. Potem udaje się w drogę powrotną do Bergen. Rejs na południe umożliwia turystom podziwianie widoków, które mogły im umknąć podczas podróży na północ. Za kołem podbiegunowym mogą oni zobaczyć potężny lodowiec Svartisen, pokrywający powierzchnię około 370 kilometrów kwadratowych. Następnie statek przepływa nieopodal pięknego łańcucha górskiego o nazwie Siedem Sióstr i koło przysadzistej, kopiastej góry Torghatten. Przecina ją naturalnie wyżłobiony tunel, który sprawia, że przypomina ona przedziurawiony kapelusz. Między miastami Måløy i Florø ekspres mija górę Hornelen o wysokości 860 metrów. Wyrasta ona z morza tak stromo, że również tutaj sternik nie używa sygnału dźwiękowego, aby nie wywołać lawiny. Dni i noce polarne Turyści podróżujący latem mogą się praktycznie bez przerwy cieszyć światłem słonecznym. W gruncie rzeczy większa część „autostrady nr 1” prowadzi przez „krainę nocnego słońca”, leżącą na północ od koła podbiegunowego. W okresie letnim słońce świeci tutaj również w nocy. Na przykład na Przylądku Północnym nie zachodzi prawie przez 12 tygodni! Osoby, które wybierają się w ów rejs zimą, są świadkami czegoś wprost przeciwnego — długiej nocy polarnej. Ale i zima ma swoje uroki. Gdy słońce podchodzi pod widnokrąg, nie wysuwając się jednak ponad horyzont, niebo, morze, góry i śnieg toną w ciepłych barwach brzasku. Co więcej, zimowy nieboskłon tworzy doskonałą scenerię dla największego przedstawienia — słynnej zorzy polarnej. Kiedy strumień elektrycznie naładowanych cząstek emitowanych przez Słońce przeszywa polarne niebo, igrają po nim zielone i żółtozielone światła, które chwilami przybierają też odcień czerwieni. Na rozgwieżdżonym firmamencie migoczą i tańczą w kosmicznym rytmie wspaniałe łuki, wstęgi i falujące draperie. Oczywiście by zobaczyć wiele z tych zachwycających widoków, niekoniecznie trzeba korzystać z ekspresu morskiego. Dzięki rozwiniętej sieci dróg i kolei większą część Norwegii można podziwiać, podróżując samochodem lub pociągiem. Dla osób z ograniczonym budżetem mogą to być bardziej ekonomiczne środki transportu. Niezależnie jednak od trasy, jaką wybierzesz, i od pory roku, na pewno nigdy ci się nie znudzą krajobrazy zmieniające się z każdym kilometrem tego wspaniałego wybrzeża. [Mapa na stronie 13] [Patrz publikacja] FINLANDIA SZWECJA NORWEGIA OSLO Szlak morski ▿ ▵ Bergen ▿ ▵ Florø ▿ ▵ Måløy ▿ ▵ Ålesund ▿ ▵ Molde ▿ ▵ Trondheim KOŁO PODBIEGUNOWE Pomnik na kole podbiegunowym ▿ ▵ Bodø ▿ ▵ Lofoty Trollfjord ▿ ▵ Tromsø ▿ ▵ Hammerfest ▿ ▵ Honningsvåg ▿ ▵ Kirkenes [Prawa własności] Na podstawie mapy: Hurtigruten [Ilustracja na stronie 15] Trollfjord otoczony górskimi szczytami [Prawa własności] TO-FOTO AS, Harstad [Ilustracje na stronie 15] Na Lofotach żyje wiele ptaków morskich, między innymi mewy, nurzyki polarne i maskonury [Ilustracja na stronie 16] „Autostrada nr 1” zaczyna się w Bergen [Ilustracja na stronie 16] Pomnik na kole podbiegunowym [Ilustracja na stronie 16] Słońce o północy [Prawa własności] TO-FOTO AS, Harstad [Ilustracja na stronach 16, 17] Siedem Sióstr [Prawa własności] Per Eide [Ilustracja na stronie 17] Przybrzeżna osada podczas mrocznej zimy [Ilustracja na stronie 17] Zorza polarna [Prawa własności] © TO-FOTO AS, Harstad [Ilustracja na stronie 17] Podróż kończy się w Kirkenes [Prawa własności] Hallgeir Henriksen [Prawa własności do ilustracji, strona 13] Nancy Bundt Statek towarowy mimo nakazu zatrzymania wypłynął z portu i zatonął u wybrzeży Liberii – podał w niedzielę komisarz ds. morskich tego kraju. Trwa akcja poszukiwawcza co najmniej 15 osób - dowiedział się "Le Figaro" od lokalnej straży przybrzeżnejStatek wypłynął mimo zakazuZarejestrowany w Liberii "Niko Ivanka" opuścił Monrowię w sobotę rano i udał się do portu na południu kraju, pomimo nakazu zatrzymania wydanego przez Urząd Morski Liberii za niespełnienie podstawowych wymogów bezpieczeństwa - podaje agencja popołudnia z pokładu statku wysłano sygnał alarmowy do straży przybrzeżnej. Załoga powiadomiła służby, że jednostka zaczyna nabierać wody - powiedział komisarz ds. morskich Eugene Nagbe na konferencji prasowej. Zanim pomoc przybyła na miejsce, statek już częściowo dochodzenie w sprawie tego, w jaki sposób statek zatrzymany za niespełnienie podstawowych wymogów bezpieczeństwa zdołał wyjść w na morze z pasażerami i ładunkiem – powiedział Nagbe - Ale to dochodzenie jest drugorzędne w stosunku do trwających działań poszukiwawczo-ratowniczych – kontynuowano w niedzielne popołudnie. Zespoły straży przybrzeżnej Liberii obserwowały pobliskie brzegi we współpracy ze jednostką z organizacji walczącej z wielorybnictwem Sea Shepherd. Dokładna liczba zaginionych pozostaje nieznana - powiedział dziennikarzom wiceminister informacji Jarlaywah Tonpoe. Oficjalna lista "Ivanki" wskazywała 18 osób na pokładzie w momencie wypłynięcia, ale władze podejrzewają, że

statek wypłynął z portu w kierunku północnym