Justyna Steczkowska miała wypadek na scenie, fot. KAPIF. Wypadki chodzą po ludziach, a do tego mogą przydarzyć się nawet największym gwiazdom i to podczas wykonywania ich obowiązków zawodowych. Przykrą historią ze sceny podzieliła się Justyna Steczkowska. Zaraz przed występem doszło do incydentu, w wyniku którego nawet polała
Justyna Steczkowska zachwyciła swoją elegancką stylizacją na komunii swojej najmłodszej córki. Gwiazda zaprezentowała się w luksusowej kreacji, a uwagę wszystkich przykuła jej droga torebka.Sezon komunii świętych powoli zbliża się ku końcowi. W tym okresie nie brakowało pięknych kreacji i niesamowitych uroczystości. O niezapomnianą imprezę dla swojego dziecka zadbała
Steczkowska znów w akcji! Bez bluzki pojechała po bułki i złamała kilka przepisów. Data utworzenia: 10 maja 2023, 16:37. Gdy przechadzała się ulicami Warszawy, aż bił od niej blask i to dosłownie. Odstrojona Justyna Steczkowska (51 l.) paradowała w mieniącym się staniku, odsłaniając brzuch, a beżowe spodnie przepasała paskiem
Justyna Steczkowska na wakacjach. Foto: Justyna Steczkowska / Instagram Justyna Steczkowska będzie świętowała swoje pięćdziesiąte urodziny 2 sierpnia.
Danuta Steczkowska miała 77 lat. Jej pogrzeb odbył się pół roku później, w maju 2021 roku w kościele parafialnym w Cieklinie w powiecie jasielskim. Jej prochy spoczęły na miejscowym cmentarzu. Teraz Justyna Steczkowska pokazała natomiast, jak wygląda grób jej ukochanej mamy.
Minge i jej sesja na cmentarzu. Ewa nie przejmuje się tym, co pomyślą o niej inni. Wszak od lat wzbudza spore emocje. Nie tylko za sprawą swojego wyglądu, ale również swoich poglądów.
. W środę na warszawskim Mokotowie odbyło się otwarcie salonu piękności SkinClinic Med & Beauty, na którym pojawiły się korzystające z jego usług gwiazdy. Stałymi klientkami są Anna Dereszowska, Katarzyna Pakosińska i Justyna Steczkowska. Na imprezie piosenkarka chwaliła się nie tylko zadbaną skóra twarzy, ale także przyszła w czarnej sukience z gorsetem mocno podkreślającym jej opięty biust. Nie czuła się chyba jednak swobodnie z aż tak odsłoniętym ciałem, gdyż niemal cały czas zasłaniała dekolt rękami... Dlaczego w takim razie tak się ubrała?Oceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze się zorientowała jak kiepsko wygląda:)Tylko ona miała cycki na wierzchuZmieniła implanty na za duże i widać kanty od góry. Dlatego zasłaniała. Ktoś jej zwrócił uwagę, że musi być straszne, przyjść w takiej sukience, a potem ciągle się zakrywać...zimno jej było, zapewne jeszcze w nowym Saluuunie "zapomnieli" podlaczyc ogrzewanieNajnowsze komentarze (925)Justynka zasłania cudny biust, bo trzeba sobie zasłużyć na to żeby go oglądać, on jest prześliczny...Żałosne są te wpisy ... a po drugie sam Pudelek.. k***a publikujecie wszystko. a To Justyna Steczkowska założyła futro, a to robiła sesje na grobie ojca choć to nie prawda bo sama sie tłumaczyła nawet że nie na tym cmentarzu i to była zwykła sesja.. nawet jej wypadki samochodowe to dla was wielkie halo, choć to nie z jej winy te wypadki nastąpiły już ją krytykujecie że prawka nie powinna dostać.. skaleczyła się kolcem szpilki to już jest na Pudlu... ludzie dajcie tym piosenkarzom spokoju.. po drugie 99,9% tego co tu piszecie jest nie prawdą. waszym zadaniem chyba jest tylko pogorszanie im kariery bo zazdrościcie... masakra jakaś.!ja nw po co ubrała taką kiecke z takim dekoltem jak się potem cały czas zasłania . Oczywiście z gołymi nogami na nasze "gwiazdki" myślą że to jest eleganckie? Chyba pomyliły miasto, to nie jest LA tylko te nasze celebrytki. Wszystkie zimą paradują z gołymi nogami.. Czy to nie przesada ?cudowne są kazania księdza Piotra Pawlukiewicza ze Św. Anny w Wa-wie. Słucham , katechizm poręczny też ;)fantastyczne ciało, a to że silikony, no nic co z tego, niehedna by chciala miec, ja osobiscie wole ładne silikony niż piersi jak skarpeta z piachem:)Dwulicowa jusia nienawidzę tego fałszywego to nie silikon tylko jak twierdziła urosły jej po urodzeniu dziecka
Skandal na cmentarzu po pogrzebie w miejscowości Lubniewice. Tam został pochowany pewien 56-letni mężczyzna, którego ciało zostało wcześniej skremowane. Zaledwie dzień po pochówku, najbliżsi udali się w miejsce pochówku i przeżyli szok. Urna z prochami zmarłego stała bowiem na sąsiednim nagrobku, a przecież powinna być w ziemi. Jak to możliwe?! Lubniewice. Skandal na cmentarzu po pogrzebie Odejście członka rodziny wiąże się z ogromnymi emocjami i przeżyciem, które nie sposób wyrazić słowami. Godne pożegnanie bliskiej osoby może przyczynić się do właściwego przeżycia żałoby i uporania się ze stratą bliskiej osoby. Takiego pożegnania oczekiwali również mieszkańcy województwa lubuskiego, którzy 1 lipca pochowali swojego bliskiego. Ciało zmarłego, 56-letniego Jana zostało wcześniej skremowane. Dzień po pogrzebie bliscy ponownie udali się w miejsce pochówku zmarłego mężczyzny. Na miejscu przeżyli szok. Mój siostrzeniec zobaczył, że urna z prochami jego wujka stoi na sąsiednim pomniku z tyłu – relacjonowała w rozmowie z „Gazetą Lubuską” żona zmarłego, pani Adriana. Wikimedia Commons W związku z tym rodzina natychmiast zawiadomiła o zdarzeniu policję i dom pogrzebowy, który był odpowiedzialny za organizację pochówku. Służby potwierdziły, że doszło do opisanego incydentu. Potwierdzili, że urna, która dzień wcześniej powinna być pochowana w miejscu pochówku, znajduje się na grobie obok – przekazała w rozmowie TVN24 Klaudia Biernacka, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sulęcinie. W sprawie wszczęto śledztwo Trwa dochodzenie w sprawie znieważenia prochów ludzkich. Właściciel firmy pogrzebowej zapewnia, że pochówek odbył się „zgodnie z planem”. Nie wyklucza natomiast, że do niecodziennej sytuacji mogło dojść za sprawą nieuczciwych praktyk konkurentów – w końcu taka urna to najczęściej wydatek z rzędu kilkuset złotych. On sam nikogo jednak nie złapał na gorącym uczynku. Znieważono prochy zmarłego Wdowa po zmarłym mężczyźnie podejrzewa, że firma pogrzebowa zapomniała włożyć urnę do grobu. Wydaje mi się, że po prostu firma zapomniała o urnie. Czy może wyjęli urnę z windy i postawili na bok, a potem mieli zamiar pochować? Nie wiem, nie mam pojęcia! Gdy w niedzielę ściągaliśmy kwiaty, były tam jeszcze pozostałości starej skrzyni, bo w tym miejscu wcześniej chowany był mój teść. Kwiaty tak, jak leżały w piątek, tak leżały w sobotę. Według nas ta dziura nie była wykopana po raz drugi, a oni teraz mówią o konkurencji! – podsumowała pani Adriana. Finalnie zmarłego pochowano raz jeszcze w niedzielę. To był dla mnie po prostu szok! Już jakoś zdążyłam oswoić się z myślą o śmierci męża, a tu coś takiego! – opowiadała wdowa. Źródła:
Opublikowano: 2014-08-19 12:23:21+02:00 · aktualizacja: 2014-09-29 12:14:31+02:00 Dział: Lifestyle Lifestyle opublikowano: 2014-08-19 12:23:21+02:00 aktualizacja: 2014-09-29 12:14:31+02:00 Fot. YouTube Justyna Steczkowska znów szokuje. Jakiś czas temu pozowała na cmentarzu, a teraz przebiera się za zakonnicę i mizdrzy się do obiektywu profanując krzyż i różaniec. Jak donosi „Super Express”, Steczkowska wystąpiła w sesji zdjęciowej niemieckiej fotograf o pseudonimie Jil La Monaca. Zdjęcia będą częścią albumu, który ukaże się w kilku krajach Europy. Podobno mają łączyć w sobie sacrum i sztukę. Efekt jest taki, że symbole religijne zostały wykorzystane jako rekwizyty w rękach Steczkowskiej, która jest ubrana w habit, ma mocny makijaż i wyzywające spojrzenie. Na dodatek jej dłonie są ucharakteryzowane w sposób, który nasuwa na myśl stygmaty. Publicysta Tomasz Terlikowski nie ma wątpliwości, że to nie żadna sztuka, a bluźnierstwo. To zwykła profanacja. Mamy tu przykład zupełnie nieadekwatnego użycia krzyża w celach zabawy i, co oburzające, w zdjęciach półpornograficznych. Bo mimo że nie ma w nich nagości, to trzeba przyznać, że są wyuzdane i satanizujące. Niektórymi symbolami nie można się bawić, bo to niebezpieczne. Na Steczkowskiej nie odbije się to teraz, ale w życiu po śmierci — komentuje Tomasz Terlikowski w rozmowie z „Super Expressem”. Justyna Steczkowska nie pierwszy raz okazuje brak szacunku dla symboli i miejsc ważnych nie tyle nawet dla chrześcijan, co normalnych ludzi. Kilkanaście lat temu fotografowała się na cmentarzu, a w jednym z ostatnich klipów całuje się z… księdzem. Czy rzeczywiście musi podpierać swoje piosenki tak żenującymi chwytami? Wstyd! bzm/ ————————————————————————————————- Książka,która porusza najczulsze zakątki ludzkiego sumienia! „Nie zgadzaj się na zło” Papież Franciszek. Do nabycia Publikacja dostępna na stronie:
– Ten dom to była niezwykła, rodzinna wspólnota, nie tylko z racji aż dziewięciorga dzieci. Czuło się tę naturalność, brak jakiejkolwiek sztuczności. Tym obdarowywali innych, zarażali swoją życzliwością, ciepłem. W tym domu czuło się serce po prostu i gościnność, a Danusia, jak sądzę, w największym stopniu tworzyła tę wyjątkową atmosferę – tak o stalowowolskim domu znanej muzykującej rodziny Steczkowskich opowiada dyrygent i pedagog Jerzy Augustyński, który przez jakiś czas nawet w tym domu… pomieszkiwał. O wspomnienia z wieloletniej współpracy i bliskiej znajomości z rodziną Steczkowskich, „Sztafeta” poprosiła go, gdy 17 listopada nadeszła smutna wiadomość o śmierci seniorki rodziny, 78-letniej Danuty Steczkowskiej. „Cantus” i muzyczne marzenie Pierwszy pobyt Danuty Steczkowskiej w Stalowej Woli to lata 1963-66, gdy uczyła muzyki w szkole podstawowej nr 1. Tu urodziła córkę Agatkę i wyszła za mąż za Stanisława Steczkowskiego (o szczególnym początku ich związku piszę dalej). Ze Stalowej Woli przenieśli się do Częstochowy, a potem do Rzeszowa, gdzie na świat przyszło siedmioro dzieci. W 1979 r. Steczkowscy powrócili do Stalowej Woli i zamieszkali w domku jednorodzinnym przy ul. Niezłomnych 62. W Stalowej Woli w 1982 r. urodziła się też najmłodsza z rodzeństwa, Marysia. W marcu 1976 r., w Zakładowym Domu Kultury w Stalowej Woli Stanisław Steczkowski założył chór chłopięco-męski „Cantus”, dwa lata później w szkole podstawowej nr 1 zaczęły działać pierwsze klasy chóralne, a w 1980 r. pracę z nimi rozpoczęła Danuta Steczkowska i Jerzy Augustyński. Steczkowscy mogli wtedy realizować swe wielkie marzenie, czyli autorski program edukacyjny wzorowany na poznańskiej szkole chóralnej. Można powiedzieć, że klasy chóralne, a te działały potem także w szkole nr 4 oraz 11, przygotowywały narybek dla chóru „Cantus”. W szkole nr 11 Stanisław Steczkowski założył zresztą potem kolejny chór, dziewczęcy Puellarum Cantus, a w domu kultury – mały „Cantus” dla najmłodszych dzieci. Chór i orkiestra w jednym – Jak wyglądały lekcje muzyki w klasach chóralnych? Najpierw dzieci uczyły się solfeżu, czyli śpiewania nut głosem, gry na fletach prostych, na werblach, a w czwartej klasie wprowadzano naukę gry na instrumentach orkiestrowych: drewnianych i blaszanych. Była to autorska modyfikacja Steczkowskich w stosunku do poznańskiej szkoły chóralnej. – Wyjątkowość programu Steczkowskich polegała na tym, że chórzyści… tworzyli też orkiestrę. Chłopcy do chóru wprowadzani byli w klasie czwartej, po trzech latach przygotowania wstępnego, i zaczynali jednocześnie grę na instrumentach orkiestrowych. Chór był więc także orkiestrą, a orkiestra była chórem. Tę młodzieżową orkiestrę dętą prowadził Mieczysław Paruch. Takich chórów jak „Cantus” wtedy w Polsce nie było, zachwycano się tym połączeniem. Już od roku 1985 z rodzicami zaczęła współpracować jako dyrygent córka, Agata Steczkowska. To były najlepsze lata chóru, gdy śpiewali w nim chłopcy, którzy opanowali grę na instrumentach dętych. A klasy chóralne miały wpływ nie tylko na rozwój samego chóru, ale także na umuzykalnienie dzieci w mieście – wspomina Jerzy Augustyński. Zwyczajne osobowości Stanisława Steczkowskiego poznał w 1974 r., gdy ten założył w Mielcu chór „Słowiki”, a w 1979 r. za jego namową, gdy dostał zaproszenie do współpracy, przyjechał do Stalowej Woli. – Stanisław Steczkowski był moim mistrzem, wielkim autorytetem. On i żona Danuta to były osobowości, ale jednocześnie tacy bardzo zwyczajni, naturalni, bez zadęcia. Kiedy przyjechałem do Stalowej Woli i zacząłem pracować w domu kultury, nie miałem oczywiście swojego mieszkania, a państwo Steczkowscy od razu zaproponowali mi, bym mieszkał w ich gościnnym domu. W ogóle nie brali pod uwagę, żebym mógł mieszkać w hotelu, czy wynajmować jakieś lokum. Czułem się wręcz członkiem rodziny, poczułem magię i wyjątkowość tego domu. Do dziś pamiętam dom państwa Steczkowskich i całą rodzinę z tą jej wielką muzyczną pasją, z ogromnym zaangażowaniem i radością, trzymającą swoje instrumenty i śpiewającą. Stanisław i Danuta mieli piękną muzyczną ideę, a nie było przecież im łatwo godzić to z wychowaniem dziewięciorga dzieci, które na dodatek wszystkie chodziły do szkół muzycznych. Danuta była wspaniałą nauczycielką, zachwycała nas wszystkich skromnością, ciepłem, wrażliwością i matczyną serdecznością okazywaną dzieciom, zarówno swoim, jak i tym, które przez lata uczyła miłości do muzyki – opowiada Jerzy Augustyński. Wielka Muzykująca Rodzina Podkreśla też, że bardzo ważnym elementem spajającym tę liczną familię były ich wspólne występy jako Muzykująca Rodzina Steczkowskich. A zaczęło się od Ogólnopolskich Spotkań Muzykujących Rodzin we Wrocławiu w 1979 r., gdzie Steczkowscy stali się wręcz ulubienicami publiczności, występując tu w dziesięciu edycjach. Byli niepowtarzalni także z uwagi na liczny skład, bo razem z rodzicami, na scenie było ich aż jedenaścioro, i to najbliższej rodziny, bez krewnych i kuzynów. Przez 20 lat Muzykująca Rodzina Steczkowskich przemierzyła niemal całą Europę, dając ponad 300 występów, także w najsłynniejszych salach koncertowych, w Watykanie wystąpiła przed Janem Pawłem II, otrzymała liczne nagrody i wyróżnienia. Wydała 16 płyt (jako cała Rodzina oraz w różnych mniejszych konfiguracjach). Członkowie Rodziny nagrywali, komponowali i koncertowali zarówno pod własnym szyldem (tu najbardziej znana jest Justyna Steczkowska), jak i z czołówką polskiej sceny muzycznej. Cały ten śpiew, śmiech i radość życia – Gdy zamknie pan oczy i pomyśli: Steczkowscy, to co pan widzi? – zapytaliśmy Jerzego Augustyńskiego. – Mam przed oczami obraz, który na zawsze zostanie w mojej pamięci, jak cała rodzina wspaniale wykonuje piosenki ze Śpiewnika „Cztery pory roku Zygmunta Noskowskiego”. Śpiewnik ten na początku lat osiemdziesiątych stanowił ważną część ich repertuaru. Widzę i słyszę cały ten ich śpiew i śmiech, radość życia. Czuję i wspominam też ich dom w Stalowej Woli, nie tylko jako budynek, ale przede wszystkim wspólnotę, gdzie dzieci otoczone są miłością, gdzie żyje się zgodnie z tradycją wyrastającą z chrześcijaństwa – odpowiada Jerzy Augustyński. Miłość, zrozumienie i przyjaźń Jednak początki związku Danuty i Stanisława wcale nie były łatwe. W latach 60. młody Stanisław był bowiem księdzem, a Danuta jego parafianką, śpiewającą w kościelnym chórze. Połączyła ich wielka miłość, w 1966 r. na świat przyszła ich córeczka Agata, a Stanisław zrezygnował z kapłaństwa. W tamtych czasach dla wielu było to zgorszenie, a sprawa ta przez lata stanowiła rodzinne tabu, choć potem była już tylko publiczną tajemnicą. Dopiero w 2017 r., w książce „Steczkowscy. Miłość wbrew regule”, o kapłańskiej przeszłości ojca napisała oficjalnie Agata Steczkowska. Stanisław przez lata zabiegał o dyspensę od kapłaństwa, wysłał nawet w tej sprawie list do samego papieża. Ostatecznie, ślub kościelny Steczkowscy wzięli w 1998 r. Ona miała wtedy 56 lat, on – 63. W jednym z wywiadów prasowych, Agata Steczkowska skomentowała to tak: – Tato mówił, że dobrze się stało, że został księdzem, i dobrze, że przestał nim być i założył rodzinę. A reszta to sprawa między nim a Panem Bogiem. Powiedział to w dniu swojego ślubu, na weselu, przy wszystkich znajomych i przyjaciołach. Stanisław Steczkowski zmarł 7 stycznia 2001 r. i został pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Stalowej Woli. Danuta Steczkowska spoczęła na cmentarzu w podwarszawskich Radziejowicach, gdzie mieszka Justyna Steczkowska. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, w przyszłości ma zostać pochowana obok męża, w Stalowej Woli. 16 lutego 2012 r. w Miejskim Domu Kultury w Stalowej Woli odbył się niezwykły koncert z okazji 70. urodzin Danuty Steczkowskiej, a na scenie wystąpiły wszystkie jej dzieci: Agata, Justyna, Magdalena, Paweł, Marcin, Jacek, Maria, Cecylia, Krystyna oraz wnuczęta – najmłodsi śpiewali i klaskali. Był to ich pierwszy taki rodzinny występ od 1998 r.
„Nie chciałam, żeby trafiła do domu opieki, więc wzięłam to na siebie” Danuta Steczkowska nie żyje. Ukochana mama Justyny i Magdy Steczkowskiej odeszła w wieku 78 lat. To dla całej rodziny niewyobrażalna strata. O jej śmierci poinformowała za pośrednictwem mediów społecznościowych jedna z córek. Zamieściła czarno-białe zdjęcie. „Do zobaczenia, mamusiu”, podpisała je. Niestety, ostatnie lata były bardzo trudne dla pani Danuty. Przeszła dwa wylewy. Do końca swoich dni mieszkała ze swoją córką, Justyną Steczkowską. Artystka nie wyobrażała sobie powierzyć opieki nad chorą mamą komuś innemu. „Nie chciałam, żeby trafiła do domu opieki, więc wzięłam to na siebie”, powiedziała. Decyzja o pomocy mamie była dla gwiazdy oczywista, choć wiązała się z dużymi emocjami... Danuta Steczkowska nie żyje. Justyna Steczkowska o opiece nad swoją ukochaną mamą Wokalistka, a prywatnie żona Macieja Myszkowskiego przyznała w programie Uwaga!, że na co dzień mieszka z rodziną w domu, który wybudowała dla swoich rodziców. Tata jednak zmarł w 2001 roku, a później mama artystki przeszła dwa wylewy. Ostatecznie w pięknej posiadłości mieszka więc sama Justyna Steczkowska, która przerobiła dom tak, by mogła w nim zamieszkać osoba niepełnosprawna. „Mama miała wylew. Nie mówi, jeździ na wózku. Nie chciałam by mama trafiła do domu starców ani innego miejsca, w którym czułaby się osamotniona. Postanowiłam, że zamieszka z nami i tutaj się nią zajmę”, opowiadała w programie TVN piosenkarka. „Spadło na mnie tyle nowych obowiązków i emocji, że myślałam, że nie dam sobie rady. Pewnego dnia zdarzyło się coś niezwykłego – spojrzałam na moją mamę i uśmiechnęła się do mnie. Wtedy byłam już pewna, że dam sobie radę. To najpiękniejsza lekcja miłości, jaką mogłam odebrać”, dodała w Uwadze Justyna Steczkowska. W tym samym programie gwiazda pokazała swoją ukochaną mamę – zdjęcia zamieściliśmy w galerii. W połowie sierpnia była z kolei gościem programu Uwaga! Koronawirus, w którym ujawniła, w jakim stanie obecnie była seniorka rodu Steczkowskich. Niestety, jak się później okazało, były to ostatnie dni pani Danuty. „Na szczęście wszyscy są zdrowi. Nikogo z nas koronawirus nie dotknął - ani z mojej bliskiej rodziny z którą mieszkam, ani dalszej, więc jesteśmy szczęśliwi. Mamunia ma się dobrze. Ona jest takim barometrem w naszym domu. Jeśli mama jest zdrowa, na tyle na ile może być w swoim stanie zdrowia to znaczy, że naprawdę dom jest zdrowy. Mama jest osobą leżącą lub siedzącą, niepełnosprawną, więc bardzo chuchamy na nią, dbamy. Przez nasz dom nie przewijają się obcy ludzie oprócz rehabilitanta i rodzeństwa, które chce mamę odwiedzać”, ujawniła wokalistka. Więcej o losach pani Danuty, Justyna Steczkowska opowiedziała pod koniec zeszłego roku w wywiadzie z VIVĄ! „Gdy tata zmarł, mama zamieszkała w naszym domu koło Warszawy. Odciążyłam ją od wszystkiego, co spada na głowę człowieka, który zostaje sam. Po 10 latach wróciła do Stalowej Woli, pomieszkać sama ze sobą i swoimi przyjaciółkami. Potem dostała wylewu i trzeba się było nią naprawdę opiekować. Przez kilka lat mieszkała tam, gdzie się wychowała i gdzie nadal mieszka jej rodzina w domu, który kupił mój ukochany brat Jacek. Miała pomoc domową, ale jeszcze była na tyle sprawna, że mogła się sama poruszać. Ale po drugim wylewie jest kompletnie niepełnosprawna. Nie chciałam, żeby trafiła do domu opieki, więc wzięłam to na siebie. Przerobiłam parter domu pod wymogi osoby niepełnosprawnej i mieszkamy razem”, mówiła artystka. Dalej dodała, jak wiele zawdzięcza swojej mamie. „Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Ona mi dała życie, które jest największą wartością i jestem jej – i mojemu tacie - wdzięczna. Dlatego chcę, żeby mama czuła się zaopiekowana, kochana i potrzebna. Jest z nami w domu, w którym jest rodzina, dzieci, wnuki, gosposia, wszyscy ją kochają, wspierają każdego dnia”, wyznała Justyna Steczkowska i dodała, że choć jeden z jej synów codziennie zajmował się babcią. „Staś codziennie czyta jej książki. Mama się pięknie uśmiecha. I chociaż od lat nie mówi, jej oczy mówią wszystko. Choroba bliskich to chwila próby dla zdrowych. Bycie opiekunem starszej niepełnosprawnej osoby jest bardzo trudne pod wieloma względami. Nie dałabym sobie rady gdyby nie prawdziwa bezwarunkowa miłość do mamy. Kocham ja, jestem i chce być przy niej na zawsze i do końca”, powiedziała VIVIE! bohaterka jednej z naszych okładek. Justyna Steczkowska niedługo przed śmiercią swojej ukochanej mamy zwierzyła się, jak wygląda opieka nad nią także w mediach społecznościowych. „Od kiedy pielęgnuje moją niepełnosprawną (już teraz tylko leżącą) mamunię, doceniam tym bardziej pracę każdej pielęgniarki i salowej. Kocham moją mamą i jestem jej szczerze oddana, opatruję rany, myję, przebieram, pielęgnuję itd., ale nie można wymagać od służby zdrowia, żeby kochała każdego pacjenta jak własną rodzinę”, podkreśliła. Musimy przyznać, że opieka nad rodzicem to najpiękniejsza forma pokazania dojrzałej miłości. Zarówno Justynie Steczkowskiej, jak i całej rodzinie i wszystkim bliskim składamy wyrazy współczucia. 1/6 Copyright @Screen z / UWAGA, TVN 1/6 Mama Justyny Steczkowskiej, pani Danuta 2/6 Copyright @Screen z / UWAGA, TVN 2/6 Danuta Steczkowska ma 77 lat 3/6 Copyright @Screen z / UWAGA, TVN 3/6 Mama Justyny Steczkowskiej jeździ na wózku 4/6 Copyright @Screen z / UWAGA, TVN 4/6 Danuta Steczkowska jest po dwóch wylewach 5/6 Copyright @Magdalena Łuniewska 5/6 Justyna Steczkowska o mamie 6/6 Copyright @Magdalena Łuniewska 6/6 Historia rodziny Justyny Steczkowskiej - VIVA! @
justyna steczkowska na cmentarzu